Wybory na nowo

Czyli dlaczego należy polską ordynację do parlamentu zmienić i nie płakać?

Co cztery lata wyborcy zadają sobie to samo pytanie – jakich przedstawicieli wybrać do polskiego parlamentu? Wielu od lat głosuje wyłącznie na jedną opcję, jednak za każdym razem pozostaje im również wybór konkretnego kandydata, który będzie najlepiej odpowiadał ich oczekiwaniom. Przez wiele lat ogromna liczba osób decydowała się w ogóle nie brać udziału w głosowaniu – bo, jak mówili, co może zmienić jeden głos? Dziś na szczęście się to zmienia i frekwencja rośnie z wyborów na wybory, lecz argument o wadliwej ordynacji wyborczej podnoszony jest nadal.

Wadliwa ordynacja to problem, który domaga się ponownego podjęcia. A jaka może być ku temu lepsza okazja niż okres powyborczy?  

Co nie działa?

Zacząć trzeba od najbardziej oczywistego pytania. Czemu obecne przepisy nie spełniają swojej roli? Co należy zmienić? Lista problemów jest długa, lecz postaram się ją wyczerpująco i zwięźle przedstawić.

Liczba parlamentarzystów

Po pierwsze, liczba 460 posłów w polskim parlamencie nie odpowiada żadnej sensownie używanej liczbie statystycznej. Nie jest to liczba mieszkańców Polski podzielona przez 100 tysięcy, nawet jeśli wliczymy w to tych, którzy wyemigrowali. Nie jest to też liczba Polaków na całym świecie, podzielona przez jakąkolwiek inną liczbę, ani nawiązanie do żadnej przedwojennej tradycji. Ma ona natomiast swoje korzenie w liczbie ustalonej jeszcze za czasów Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej. Choć początkowo miała odpowiadać liczbie ludności podzielonej przez 60 tysięcy, to w praktyce zrezygnowano z takiego przelicznika. Takie obliczenia wykorzystywane są jednak w państwach o wiele bardziej identyfikowanych z systemem demokratycznym, jak chociażby Stany Zjednoczone. 

Sensowną odpowiedzią na problem regularnego zwiększania wydatków na utrzymanie posłów jest ograniczenie liczebności parlamentu – jednak nie w sposób sztywny, lecz uzależniony od liczby mieszkańców kraju. Postulaty ograniczenia rozrastającej się biurokracji usłyszeć można w wielu krajach, więc Polska nie byłaby tu wyjątkiem – wszak Włochy w 2020 roku zmniejszyły swój parlament o połowę. W Polsce większość mieszkańców również jest zwolennikiem takiego rozwiązania [1], więc pozostawałaby kwestia zmiany konstytucji. Jakie więc rozwiązanie byłoby wskazane? Moim zdaniem uzależnienie liczby parlamentarzystów od liczby mieszkańców Polski podzielonej przez 100 tysięcy. Dodatkowo liczba posłów byłaby zwiększana przez ruchomy okręg zagraniczny, którego koncepcja rozwinięta zostanie poniżej, a który byłby ustalany na takich samych zasadach, jednak każdorazowo w odniesieniu do liczby zgłoszeń chęci udziału w głosowaniu. Tym samym, bazując na danych z 15 października 2023 roku, liczba posłów w obecnym parlamencie wyniosłaby 377 posłów z terenu Rzeczypospolitej i 6 z okręgu zagranicznego, a więc łącznie 383 posłów. 

Można by więc założyć spadek wydatków na posłów aż o 17%, co w konsekwencji pozwoliłoby na oszczędności lub zwiększenie diety pozostałym posłom, co z kolei mogłoby przyciągnąć lepiej wykształcone osoby, których parlament nierzadko odrzuca stosunkowo niskim wynagrodzeniem (chociażby w porównaniu do innych krajów europejskich). Jeżeli chodzi zaś o liczbę senatorów, ta również powinna być uzależniona od liczby mieszkańców. I tak, liczba senatorów powinna być ustalona w drodze dzielenia liczby mieszkańców Polski przez 370 tysięcy (co dawałoby obecnie 102 senatorów z terenu Rzeczypospolitej). Podobną zasadę powinno się zastosować do zgłaszających się wyborców zagranicznych (co obecnie dałoby 2 senatorów z zagranicy). Tym samym w Senacie RP zasiadałoby 104 senatorów. Łącznie Zgromadzenie Narodowe liczyłoby zaś 487 członków, wobec 560 członków dzisiaj. Mimo spadku liczby posłów i senatorów reprezentowaliby oni lepiej niż obecnie swoje regiony, gdyż nowy system wyeliminowałby różną wagę głosów w różnych okręgach i każdorazowo na rok przed wyborami byłby aktualizowany przez PKW, której to takie uprawnienia należy przyznać.

Okręgi wyborcze

W wyborach do Senatu system Jednomandatowych Okręgów Wyborczych, obowiązujący od wyborów w 2011 roku, w dużej mierze się sprawdza. Trzeba jednak zlikwidować pewne patologie, jak chociażby tą, że kilka dzielnic Łodzi wybiera senatora razem z dużą częścią województwa, zamiast z pozostałą częścią miasta. W aglomeracjach miejskich system JOWów nie spełnia swojej roli. Ludność Warszawy wybiera łącznie 4 senatorów, którzy de facto reprezentują w Senacie całą Warszawę, nie zaś poszczególne dzielnice, z których zostali wybrani, co wynika z wieloletniej już praktyki parlamentarnej.

Dlatego też należałoby pozostać przy JOW-ach na terenach pozaaglomeracyjnych, w miastach zaś, których zakładana liczba senatorów miałaby być wyższa niż jeden, stworzyć Wielomandatowe Okręgi Wyborcze. I tak na przykład, w Warszawie wybieranych byłoby sześciu senatorów, zaś obecny obwarzanek warszawski, musiałby być podzielony na trzy, a nie dwa okręgi jednomandatowe okręgi senackie. Głosowanie w WOW-ach odbywałoby się przez oznaczenie takiej liczby kandydatów, jaka jest wybierana w danym okręgu. I tak, Warszawiacy zaznaczali by na karcie do głosowania sześć wybranych osób, zaś Krakowiacy – dwie. Takie głosowanie przyczyniłoby się ponadto pozytywnie kwestii wydatków publicznych – rezygnacja z drukowania 4 (po aktualizacji 6) różnych kart do głosowania w Warszawie, na rzecz jednego identycznego w całym mieście wzoru, pozwoliłaby zaoszczędzić dodatkowe środki finansowe. Podobnie odbywałoby się przy głosowaniu zagranicznym. Obecny podział, według którego senator wybierany w okręgu 44 ma reprezentować cztery warszawskie dzielnice (Białołękę, Bielany, Śródmieście, Żoliborz) i całą światową Polonię jest całkowicie sztuczny.

Okręgów wyborczych do Sejmu powinno być dostatecznie dużo, by zadbać o przywiązanie regionalne kandydatów, którzy musieliby działać dla swojego okręgu. Nie może być ich jednak również za dużo, by realny próg wyborczy nie eliminował małych partii z działalności politycznej w parlamencie. Dzisiejszy podział kraju na 41 okręgów wyborczych, uzależniony jest de facto od aktualnego podziału administracyjnego kraju. Postuluję jednak, żeby liczbę okręgów zmniejszyć, przy jednoczesnej zmianie podziału administracyjnego kraju. Optymalnym rozwiązaniem byłoby moim zdaniem podzielenie Polski na 30 województw oraz likwidacja powiatów. Liczba okręgów powinna wówczas odpowiadać mniej więcej liczbie województw po likwidacji powiatów (ok. 30), lub – przy zwiększonej liczbie województw – bazować na danych z Raportu Instytutu Sobieskiego (ok. 20) [2]. Realnie jednak ta druga liczba zbytnio ograniczałaby działalność regionalną (jak poseł będzie mógł objechać cały okręg, jeśli ten ciągnąłby się kilkaset kilometrów?). Tym samym właściwym rozwiązaniem byłoby ograniczenie liczby okręgów do około 30 (oraz oczywiście jeden okręg „zagranica”).

Zgłaszanie kandydatów

Listy kandydatów na posłów zgłaszałoby się na podobnych zasadach co obecnie. Różnice tyczyłby się ilości wymaganych podpisów (7 tysięcy zamiast 5 tysięcy na okręg wyborczy), a także parytetów (obniżenie progu z 35% do 30%, przy jednoczesnym wprowadzeniu wymogu min. jednego kandydata na liście poniżej 30. roku życia, co wymusiłoby aktywizację młodszej części społeczeństwa i doprowadziłoby do pełniejszej jego reprezentacji w parlamencie). Aby wystawić listę ogólnopolską należałoby złożyć podpisy w co najmniej jednym ponad połowę okręgów wyborczych, zaś zarejestrowanie się we wszystkich okręgach krajowych, dawałoby prawo do rejestracji listy zagranicznej. Także aby zarejestrować kandydata partyjnego do Senatu w okręgu „zagranica” należałoby zarejestrować swoich kandydatów w połowie okręgów krajowych. Zostałaby również wprowadzona możliwość partycypacji lokalnych grup społeczno-politycznych, których udział w polityce parlamentarnej jest obecnie niemożliwy ze względu na wymóg przekroczenia 5% ogólnokrajowego progu wyborczego. W takiej sytuacji, dla list kandydatów na posłów, niezarejestrowanych we wszystkich okręgach wyborczych, nazywanych dla dalszych rozważań „listami regionalnymi”, ustalany byłby Regionalny Próg Wyborczy na poziomie 10% głosów w okręgu. Próg ten dotyczyłby wyłącznie komitetów, które nie są zarejestrowane jako komitety ogólnopolskie, a kandydaci nie otrzymywaliby subwencji budżetowej.

Double regional voting

Wyobraźmy sobie sytuację, spotykaną często po lewicowo-liberalnej stronie polskiej sceny politycznej. Wyborcy sympatyzują z danym kandydatem, jednak słabość partii, z ramienia której startuje i chęć wsparcia potencjalnego zwycięzcy skłania ich do głosowania na inne ugrupowanie wbrew własnemu sumieniu. Jak rozwiązać ten problem? 

Należy wprowadzić system podwójnego głosowania regionalnego. Polegałby on na tym, że wyborca może oddać głos na silniejszą partię, jednocześnie wspierając wybranego kandydata/społecznika/aktywistę, który znajduje się na innej liście. I tak, w ramach przykładu, moglibyśmy być zwolennikami partii Prawo i Sprawiedliwość w obwarzanku, więc na nią oddalibyśmy głos partyjny, zaś drugi – na miejscową aktywistkę na Regionalnej Liście Wyborczej. Głosy te byłyby liczone niezależnie. Te oddane na kandydatów decydowałyby o tym, jaka będzie kolejność uzyskanych mandatów. Głosy na partię – ile mandatów otrzymałaby dana lista. Sytuacja uległaby zmianie, gdyby liczba głosów na danego kandydata, który nie uzyskał mandatu, była większa niż liczba głosów na listę, która przekroczyła próg. W takiej sytuacji, mandat przypada kandydatowi, który zdobył większą liczbę głosów. I tak na przykład, na podstawie danych z PKW z wyborów 2015 roku, mandat w obecnym okręgu nr 5 nie przypadłby Joannie Scheuring-Wielgus startującej z .Nowoczesnej Ryszarda Petru, lecz Jerzemu Wenderlichowi ze Zjednoczonej Lewicy (pomimo nieprzekroczenia przez to ugrupowanie progu wyborczego w skali całego kraju). System ten faworyzowałby miejscowych działaczy, którzy przyciągają swoją osobą wyborców).

Łączenie list

Jeśli w wyniku wyborów, minimum dwa komitety nie przekroczyłyby swojego progu wyborczego, mogłyby na poziomie krajowym (jeśli oba komitety były wystawione jako komitety ogólnopolskie), lub regionalnym (jeśli oba komitety były wystawione jako regionalne) dokonać powyborczego łączenia list wyborczych. W takiej sytuacji liczba oddanych głosów byłaby sumowana, a komitety obowiązywałby koalicyjny próg wyborczy – 8% (lub regionalny koalicyjny próg wyborczy – 15%). Mandaty byłyby przeliczane zgodnie z zasadami podanymi wyżej. Termin na zgłoszenie takich decyzji wynosiłby 3 dni od dnia ogłoszenia wyników głosowania. Nawiązując ponownie do wyborów z 2015 roku – czysto teoretycznie (realia polityczne pozostawiamy na boku) pozwoliłoby to na wejście do Sejmu Zjednoczonej Lewicy, jeśli ta porozumiałaby się z Partią Razem po wynikach głosowania.

Metoda przeliczania głosów na mandaty

W Polsce, jak dotąd, używana była metoda D’Hondta. Faworyzuje ona partie, które uzyskują największe poparcie, co daje stabilność przy formowaniu rządów. Polska demokracja stała się już jednak na tyle stabilna, że przy ewentualnym formowaniu koalicji, możemy zrezygnować z tej metody na rzecz bardziej proporcjonalnej metody Saint-League, która w lepszy sposób oddaje realne poparcie dla ugrupowań, bez faworyzowania małych, ani dużych partii.

Parlament 2015

Jak wyglądałby Parlament w 2015 roku gdyby zastosowano do niego powyższy system wyborczy? Uwzględnijmy sytuację, w której Zjednoczona Lewica doszła do porozumienia w sprawie wspólnego podziału mandatów z partią Razem. Orientacyjne wyliczenia przedstawiam poniżej:

Sejm

Senat

Wnioski

Powyżej reprezentowany system lepiej oddaje realne nastroje społeczeństwa, dając jednocześnie możliwość zaangażowania bezpartyjnym aktywistom i społecznikom. Lokalne grupy będą miały większą szansę przebicia do świata wielkiej polityki, przy jednoczesnym zagwarantowaniu stabilności rządów i uniknięciu nadmiernego rozdrobnienia parlamentu. Wszystkie zmiany opierają się jednak o kwestie zmiany konstytucji, której ewentualna rekompozycja w obecnych warunkach jest oczywiście nieosiągalna. Jednak czy w imię lepszej Polski nie powinniśmy postawić na ponadpartyjne rozwiązania?

 

 

[1] Polacy chcą zmniejszenia liczby posłów w Sejmie. Najnowszy sondaż “Super Expressu”, [na:] https://www.pap.pl/aktualnosci/news%2C1271004%2Cpolacy-chca-zmniejszenia-liczby-poslow-w-sejmie-najnowszy-sondaz-super, dostęp: 08.11.2023.

[2] Raport Instytutu Sobieskiego – Korekta Województw, [na:] https://sobieski.org.pl/korekta-ukladu-wojewodztw-ku-rownowadze-rozwoju/, dostęp: 08.11.2023.

W tekście wykorzystano również następujące źródła:

Sejm i Senat – Wybory 2023, [na:] https://wybory.gov.pl/sejmsenat2023/pl/frekwencja/pl, dostęp: 09.11.2023.

Wybory do Sejmu PRL I Kadencji, [na:] https://dzieje.pl/aktualnosci/wybory-do-sejmu-prl-pierwszej-kadencji, dostęp: 09.11.2023.

Konstytucja USA. Ze studiów nad amerykańskim systemem politycznym The United States Constitution. From the studies of the American political system – ArchaeGraph, ISBN: 978-83-948914-2-8, Poznań-Łódź 2018 

Włochy – Referendum konstytucyjne. Obywatele poparli redukcje liczby parlamentarzystów, [na:] https://tvn24.pl/swiat/wlochy-referendum-konstytucyjne-obywatele-poparli-redukcje-liczby-parlamentarzystow-sondaz-exit-poll-4698368, dostęp: 09.11.2023.

Wybory do Bundestagu – Ile zarabia niemiecki poseł, [na:] https://www.dw.com/pl/wybory-do-bundestagu-ile-zarabia-niemiecki-pose%C5%82/a-59249914, dostęp: 09.11.2023.

Podwyżki – Bundestag, [na:] https://gospodarka.dziennik.pl/news/artykuly/8483399,podwyzki-bundestag-kanclerz-olaf-scholz-zarobi-30-tysiecy-euro.html, dostęp: 09.11.2023.

Wybory do Sejmu i Senatu, [na:]  https://tulodz.pl/wybory-do-sejmu-i-senatu/kto-z-lodzi-i-okolic-bedzie-startowal-do-senatu-znamy-nazwiska-kandydatow/hVXE4HTBiW9lYNS2FP7a, dostęp: 09.11.2023.

Wybory 2015, [na:] https://parlament2015.pkw.gov.pl/349_Wyniki_Sejm.html, dostęp: 09.11.2023.